Cabaj: Rolnictwo nie kończy się w momencie wyprodukowania żywności

Dodano:
Zbiornica Skórzec Źródło: DoRzeczy.pl
Gdyby zabrakło przedsiębiorstw takich jak nasze, bardzo szybko pojawiłby się ogromny problem sanitarny. Rolnicy nie mieliby gdzie przekazywać padłych zwierząt, zakłady przetwórcze nie mogłyby zgodnie z prawem prowadzić działalności, a państwo straciłoby jeden z podstawowych elementów ochrony przed epidemiami chorób zwierząt – mówi DoRzeczy.pl Marcin Cabaj, prezes Zbiornicy Skórzec.

DoRzeczy.pl: Panie prezesie, jest Pan właścicielem Zbiornicy Skórzec, a więc jednego z największych i najnowocześniejszych zakładów w kraju, zajmującego się zbiórką i transportem produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego oraz odpadów zwierzęcych i roślinnych. Czym zajmuje się zbiornica?

Marcin Cabaj: Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że wykonujemy pracę, o której na co dzień mało kto myśli, ale bez której nie mogłoby funkcjonować nowoczesne rolnictwo, przemysł spożywczy ani system bezpieczeństwa sanitarnego państwa.

Zbiornica Skórzec zajmuje się odbiorem, transportem oraz przekazywaniem do dalszego zagospodarowania produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego i odpadów organicznych, które zgodnie z prawem nie mogą trafić do łańcucha żywnościowego. Obsługujemy gospodarstwa rolne, zakłady mięsne, drobiarskie, mleczarnie, gabinety weterynaryjne, samorządy oraz wiele innych podmiotów.

Naszym zadaniem jest sprawić, żeby materiał biologiczny, który może stanowić zagrożenie dla ludzi, zwierząt lub środowiska, został odebrany szybko, bezpiecznie i zgodnie z bardzo rygorystycznymi przepisami krajowymi oraz unijnymi. To działalność wymagająca ogromnej odpowiedzialności, specjalistycznego sprzętu i wykwalifikowanych pracowników. Od blisko czterdziestu lat wykonujemy tę pracę każdego dnia, często niezauważeni, bo najlepiej świadczy o nas właśnie to, że system działa sprawnie.

Czyli, jak rozumiem, jeśli zwierzę padnie w gospodarstwie lub np. na drodze, to Pana zakład je odbiera, a następnie utylizuje?

Dokładnie tak. Jeżeli w gospodarstwie padnie zwierzę gospodarskie albo na drodze zostanie znalezione martwe zwierzę, naszym zadaniem jest jak najszybszy odbiór takiego materiału. Liczy się tutaj czas, ponieważ pozostawienie padłego zwierzęcia mogłoby prowadzić do rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych, skażenia środowiska czy zagrożenia dla innych zwierząt.

Dysponujemy specjalistycznymi pojazdami oraz odpowiednio przeszkolonym personelem. Wszystko odbywa się zgodnie z procedurami nadzorowanymi przez Inspekcję Weterynaryjną. Następnie materiał trafia do dalszego przetworzenia lub unieszkodliwienia w zakładach posiadających odpowiednie technologie. To nie jest zwykły transport odpadów. To element systemu bioasekuracji kraju. W czasach, gdy mamy do czynienia z ASF czy ptasią grypą, rola takich przedsiębiorstw jest jeszcze większa niż kilkanaście lat temu.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że rola tego typu zakładów jest więc ogromna i są one ważnym elementem bezpieczeństwa żywnościowego państwa i funkcjonowania polskiego rolnictwa.

Zdecydowanie tak i myślę, że warto o tym mówić głośniej. Rolnictwo nie kończy się w momencie wyprodukowania żywności. Równie ważne jest bezpieczne zagospodarowanie tego wszystkiego, co pozostaje po produkcji. Gdyby zabrakło przedsiębiorstw takich jak nasze, bardzo szybko pojawiłby się ogromny problem sanitarny. Rolnicy nie mieliby gdzie przekazywać padłych zwierząt, zakłady przetwórcze nie mogłyby zgodnie z prawem prowadzić działalności, a państwo straciłoby jeden z podstawowych elementów ochrony przed epidemiami chorób zwierząt. Uważam, że tego typu zakłady powinny być postrzegane jako część infrastruktury odpowiedzialnej za bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Nasza działalność nie jest spektakularna, ale jest po prostu niezbędna.

Mało kto o tym wie, ale w ostatnich latach dzięki rewolucji technologicznej odpady z przetwórstwa mięsnego zaczęły również wracać na rynek jako cenne biopaliwa oraz czysta energia, napędzając transformację w stronę gospodarki obiegu zamkniętego.

To jest ogromna zmiana, która dokonała się w ostatnich latach. Jeszcze nie tak dawno produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego były postrzegane wyłącznie jako problem. Dzisiaj coraz częściej mówi się o nich jako o cennym surowcu. Z tłuszczów zwierzęcych produkuje się biopaliwa wykorzystywane w transporcie, z części surowców powstają składniki dla przemysłu chemicznego, a materiał organiczny może być wykorzystywany do produkcji energii elektrycznej i ciepła. To właśnie jest gospodarka obiegu zamkniętego – zamiast marnować zasoby, wykorzystujemy je ponownie. Europa bardzo mocno stawia na takie rozwiązania i Polska również powinna rozwijać nowoczesne technologie odzysku surowców. Naszym celem nie jest tylko odbieranie odpadów. Chcemy uczestniczyć w procesie ich odpowiedzialnego zagospodarowania, aby jak najwięcej wartości wracało do gospodarki.

Zbiornica Skórzec działa nieprzerwanie od blisko 40 lat i jest w całości finansowana przez polski kapitał. Firma zatrudnia ponad 150 osób, a swoim zasięgiem obejmuje nie tylko województwo mazowieckie, ale również lubelskie i podlaskie. Jednak od pewnego czasu firma ma problemy. Może je Pan opisać ze swojej perspektywy?

To bardzo trudny okres dla naszej firmy. Przede wszystkim chcę powiedzieć jasno – rozumiem mieszkańców. Jeżeli ktoś odczuwa uciążliwości zapachowe, ma prawo oczekiwać, że przedsiębiorca zrobi wszystko, aby je ograniczyć. Nigdy tego nie lekceważyłem i nie zamierzam tego robić. Jednocześnie chciałbym, żeby spojrzeć na całą sytuację szerzej. Mówimy o przedsiębiorstwie, które od blisko czterdziestu lat funkcjonuje w tym samym miejscu, daje pracę ponad 150 osobom, obsługuje znaczną część wschodniej Polski i jest finansowane wyłącznie z polskiego kapitału. Od wielu miesięcy funkcjonujemy pod ogromną presją społeczną. Pojawiły się protesty, kontrole, dyskusje medialne. Dla naszych pracowników oznacza to niepewność, a dla wielu rodzin realny strach o przyszłość. Mimo to nie uciekamy od odpowiedzialności. Zamiast prowadzić spór, inwestujemy w rozwiązania technologiczne i rozmawiamy z mieszkańcami oraz samorządem.

Na skutek protestów mieszkańców do Pana zakładu weszły m.in. Inspekcja Weterynaryjna, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska oraz powiatowy nadzór budowlany i starostwo powiatowe. Jaki był efekt tych kontroli?

Od początku współpracowaliśmy ze wszystkimi instytucjami. Nigdy nie utrudnialiśmy kontroli, wręcz przeciwnie – udostępnialiśmy całą dokumentację i odpowiadaliśmy na wszystkie pytania. To normalne, że przedsiębiorstwo prowadzące działalność o takim charakterze jest regularnie kontrolowane. Traktujemy to jako element funkcjonowania naszej branży. Jeżeli jakikolwiek organ wskazuje obszary wymagające poprawy lub dodatkowych działań, wdrażamy odpowiednie rozwiązania. Naszym celem jest prowadzenie działalności zgodnie z obowiązującym prawem oraz najwyższymi standardami bezpieczeństwa.

Mieszkańcy gminy Skórzec skarżą się przede wszystkim na uciążliwy odór. Jak to możliwe, że zakład, który funkcjonuje od blisko czterech dekad, zaczął przeszkadzać właśnie teraz?

To pytanie zadaję sobie również ja. Zakład działa praktycznie od czterdziestu lat. Przez większość tego czasu nie budził takich emocji. Nie chcę jednak szukać winnych ani podważać odczuć mieszkańców. Zapach jest czymś subiektywnym i jeżeli ktoś mówi, że odczuwa dyskomfort, należy to traktować poważnie. Jednocześnie trzeba pamiętać, że w ostatnich latach bardzo zmieniło się otoczenie zakładu, wzrosły oczekiwania społeczne dotyczące jakości życia, a także zmieniła się skala działalności całej branży rolno-spożywczej. Dlatego uznałem, że zamiast tłumaczyć, dlaczego coś się dzieje, lepiej skoncentrować się na tym, co możemy zrobić, żeby problem ograniczyć.

Wójt gminy przyznał, że odbył Pan spotkanie z radą gminy, na którym przedstawił Pan program minimalizowania tej uciążliwości. Jakie działania podjął Pan w ostatnim czasie?

Od samego początku deklarowałem, że nie chcę konfliktu z mieszkańcami. Przygotowaliśmy kompleksowy program ograniczenia emisji zapachów. Obejmuje on między innymi montaż biofiltrów, filtrów węglowych, kurtyn mgłowych oraz dalszą hermetyzację procesów technologicznych. To inwestycje kosztowne, ale uważam, że konieczne. Jesteśmy również otwarci na dialog z mieszkańcami i władzami samorządowymi. Chcemy pokazywać, jakie działania podejmujemy i jakie będą ich efekty. Mam świadomość, że zaufania nie odbudowuje się deklaracjami. Odbudowuje się je konkretnymi inwestycjami i konsekwentnym działaniem.

Chciałby Pan również przy zakładzie wybudować biogazownię. Część mieszkańców protestuje przeciwko tej inwestycji. Co Pan na to?

Rozumiem, że słowo "biogazownia" może budzić obawy, ale paradoksalnie właśnie ta inwestycja mogłaby rozwiązać znaczną część problemów, o których dziś rozmawiamy. Nowoczesne biogazownie nie przypominają instalacji sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. W naszym przypadku transport surowca odbywałby się szczelnym, zamkniętym systemem technologicznym, w dużej części pod ziemią. Ograniczyłoby to zarówno emisję zapachów, jak i konieczność przeładunku materiału. Biogazownia produkowałaby również zieloną energię, wpisując się w europejski kierunek rozwoju gospodarki obiegu zamkniętego. Nie oczekuję, że mieszkańcy uwierzą mi na słowo. Dlatego jestem gotów pokazywać podobne instalacje, zapraszać ekspertów i rozmawiać o faktach, a nie o mitach.

A może w całej tej historii chodzi po prostu o ogromne pieniądze? Nie jest tajemnicą, że w interesie wielu środowisk jest to, by Pana zakład został po prostu zamknięty.

Nie chciałbym nikogo oskarżać ani przypisywać komukolwiek złych intencji. Faktem jest jednak, że rynek zagospodarowania produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego staje się coraz bardziej strategiczny. Mówimy o sektorze związanym z energetyką, odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i gospodarką obiegu zamkniętego. To rynek, na którym obracane są bardzo duże środki i który w najbliższych latach będzie miał coraz większe znaczenie.

Jestem właścicielem firmy zbudowanej od podstaw przez polski kapitał. Przez blisko czterdzieści lat stworzyliśmy przedsiębiorstwo zatrudniające ponad 150 osób i obsługujące tysiące gospodarstw oraz przedsiębiorstw we wschodniej Polsce. Chciałbym, żeby ta firma dalej się rozwijała i nadal pozostawała w polskich rękach.

Nie walczę z mieszkańcami. Walczę o przyszłość przedsiębiorstwa, o miejsca pracy, o bezpieczeństwo sanitarne regionu i o to, żeby Polska miała własne, nowoczesne przedsiębiorstwa zdolne realizować tak odpowiedzialne zadania. Wierzę, że można pogodzić interes społeczności lokalnej z dalszym funkcjonowaniem zakładu. To wymaga dialogu, inwestycji i wzajemnego zaufania, a nie wzajemnych oskarżeń.

Chciałbym podkreślić, że Zbiornica Skórzec od momentu powstania działa w pełnej zgodności z obowiązującymi przepisami prawa – zarówno sanitarnymi, jak i z zakresu ochrony środowiska. Nie jest to stan, który osiągnęliśmy raz i uznaliśmy sprawę za zamkniętą – na bieżąco monitorujemy zmiany w prawie krajowym i unijnym i nieustannie dostosowujemy naszą działalność do nowych wymogów, zanim jeszcze staną się one obowiązkowe.

Co więcej, nie poprzestajemy na literalnym wypełnianiu wymogów ustawowych. Wdrożyliśmy szereg wewnętrznych procedur i regulaminów, które w wielu obszarach idą dalej niż minimalne standardy wynikające z przepisów sanitarnych czy środowiskowych. Chodzi nam o to, żeby bezpieczeństwo – zarówno sanitarne, jak i środowiskowe – nie było jedynie formalnością, ale realną, codzienną praktyką w naszym zakładzie.

Takie podejście wynika z przekonania, że firma działająca w tak wrażliwej branży musi sama sobie stawiać wyższe wymagania niż te, które nakłada ustawodawca. To buduje zaufanie – zarówno instytucji kontrolnych, jak i mieszkańców – i pokazuje, że traktujemy naszą odpowiedzialność wobec środowiska i społeczności lokalnej poważnie, a nie wyłącznie jako obowiązek prawny do wypełnienia.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...